• A A A

Blog KIG: Dlaczego oni mogą, a my nie?

27.10.2020

Tytułowe pytanie coraz częściej pada ze strony branż dotkniętych wprowadzonymi kilka dni temu obostrzeniami. Ostatnio najgłośniej słychać jest o klubach fitness i siłowniach. Niektóre z nich w celu ominięcia rządowych zakazów sięgnęły po niekonwencjonalne środki. Wyjątkową pomysłowością wykazali się właściciele jednej z siłowni, którzy zamiast na ćwiczenia zapraszali na „zgromadzenia religijne członków związku Kościół zdrowego ciała”. Można się pośmiać, ale sprawa wcale nie jest śmieszna. Powtórny lockdown może się okazać prawdziwym gwoździem do trumny wielu branż i nie ma nic zaskakującego w tym, że niektórzy przedsiębiorcy chcą udowodnić aktualność zasady „Polak potrafi”. Trudno się też dziwić, że pytają, „dlaczego my, a oni nie”. Dlaczego zamknięto siłownie a nie teatry? Dlaczego baseny w hotelach mogą działać a poza hotelami nie? Dlaczego branży weselnej obiecano środki pomocowe i na przebranżowienie a wielu innym nie? Nie brakuje również podejrzeń o jakieś pozakulisowe wpływy. Takie zarzuty padają m.in. pod adresem branży hotelarskiej i turystycznej, która ma swoje mocne umocowanie w osobie związanego z branżą pełnomocnika (formalnie do spraw promocji polskiej marki) urzędującego w ministerstwie rozwoju.

Smutną ilustracją problemu mogą być komentarze do opublikowanego na jednym z portali artykułu opisującego rozmowy branży weselnej z przedstawicielami administracji. W trakcie tych rozmów miały paść zapewnienia o pomocy finansowej dla branży. „Też jestem przedsiębiorcą, mi nikt nic nie dał” – pisze jeden z internautów. Inny podsumował znaczenie branży dla gospodarki – „po co komu ta branża, chyba tylko bogatym rodzicom, żeby mogli się pokazać”.

Pretensje, nawet w obrębie samego środowiska przedsiębiorców, będą pojawiać się coraz częściej. Minister finansów w wywiadzie dla Business Insidera zapowiedział, że skończyły się czasy helicopter money, czyli pieniędzy przekazywanych przez rząd wszystkim, niezależnie od branży. Kolejne „tarcze” będą raczej kierowane do poszczególnych, najbardziej pokrzywdzonych branż. Ci, którzy nie załapią się na pomoc będą jeszcze głośniej krzyczeć, „dlaczego oni dostali a my nie”. Można się zżymać, że to niesolidarne. Ale nie sposób odmówić racji przedsiębiorcom, którzy praktycznie z dnia na dzień dowiedzieli się, że muszą zamknąć swoje biznesy.

Rząd tłumaczy, że obostrzenia wprowadzono na podstawia analiz, rzetelnych danych i konsultacji z ekspertami. Ale czy ktoś widział wiarygodne i publicznie dostępne dane mówiące, że na siłowni łatwiej się zarazić wirusem niż w restauracji albo zajęciach z tańca?

Nie chodzi tutaj o promowanie postaw koronasceptycznych czy podważanie zaleceń sanitarnych. Chodzi tylko o to, że za tak drastycznymi decyzjami powinny stać konkretne fakty a nie przypuszczenia, które wywołują niezdrowe i nieuzasadnione podejrzenia o nieoficjalne naciski i wpływy. Nie mówiąc już o tym, że wprowadzanie obostrzeń z dnia na dzień bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, to decyzja trudna do obrony.

Ostatnio dużo słów krytyki pada pod adresem rządu, jeśli chodzi o przygotowania do kolejnej fali zachorowań. Zostawiając na boku rozważania, co można było przewidzieć a czego nie, czy naprawdę przez kilka miesięcy nie można było stworzyć scenariuszy przewidujących, że przy takiej i takiej sytuacji będą zamykane takie i takie branże? Nie poprawiłoby to sytuacji zamykanych biznesów, ale przynajmniej pozwoliłoby się jakoś do tego przygotować. Poza tym, od kilku miesięcy przedsiębiorcy przyzwyczaili się do podziału na strefy żółte i czerwone. Kiedy sytuacja uległa pogorszeniu, we wspomnianych strefach wprowadzono znacznie ostrzejsze rygory niż obowiązywały do tej pory. Nie można było zapowiedzieć, że w przypadku rozwoju pandemii zostaną np. wprowadzone strefy czarne? Zamiast tego mamy ogólne zamieszanie a skutek jest taki, że mało kto jest w stanie zorientować się, jakie zasady obowiązują w poszczególnych strefach. Przykładów niewłaściwej komunikacji ze społeczeństwem jest znacznie więcej.

Należy przypuszczać, że przy pogarszającej się sytuacji epidemicznej będzie coraz więcej niezdrowych emocji, także u przedsiębiorców. Mało kto mówi o tym problemie w odniesieniu do biznesu. Owszem, mówi się o negatywnych efektach zdalnej nauki, pojawiają się porady jak dbać o zdrowie psychiczne pracowników, a na stronach rządowych znajdziemy poradnik jak poradzić sobie psychicznie w warunkach kwarantanny (jedna z porad brzmi „Bądź z siebie dumny”).

Mądre słowa powiedział niedawno na branżowej konferencji szef jednej z największych sieci handlowych: „troska o zdrowie psychiczne pracowników, franczyzobiorców i klientów będzie jednym z największych wyzwań podczas jesienno-zimowej fali koronawirusa”. Słowa te powinien wziąć sobie do serca rząd, którego reprezentanci chętnie i często posługują się abstrakcyjnymi pojęciami, jak „miejsca pracy”, „gospodarka”. Za tym wszystkim stoją ludzie, którym czasem puszczają nerwy. Szczególnie wtedy, gdy dowiadują się, że od jutra muszą zamknąć swoje firmy.

Grzegorz Stańczak