• A A A

BLOG KIG: Generałowie prowadzą minione wojny

01.06.2020

Im bardziej pozytywne wieści płyną z frontu walki z koronawirusem, tym częściej i odważniej mówi się o wynikających z kryzysu szansach oraz o tym, jak będzie wyglądać rzeczywistość pokryzysowa. Gdy w lutym wicepremier Jadwiga Emilewicz niefortunnie wypowiedziała się o możliwościach dla polskich firm wynikających z pandemii, wylała się na nią ogromna fala krytyki. Teraz mówienie o szansach już tak nie razi.

„Kryzys szansą dla polskich czempionów” 

„Kryzys szansą dla polskich czempionów” to tytuł zorganizowanej niedawno debaty z udziałem przedstawicieli państwowych spółek. Jeśli prześledzimy publikacje medialne, dowiemy się również, że kryzys jest szansą na przyspieszenie: cyfryzacji urzędów, digitalizacji gospodarki, robotyzacji, konsolidacji rynku transportowego, polaryzacji w branży maklerskiej, transformacji energetyki, trendów na rynku kosmetyków, zmian na rynku samochodów i tak dalej, i tak dalej. Oprócz pokrzepiających informacji o kryzysowym przyspieszeniu pewnych procesów, coraz częściej słyszymy utarte i sprawdzone przy poprzednich kryzysach formuły, jak „świat po kryzysie nie będzie już taki sam”, należy odrobić lekcje z kryzysu”, „uczmy się na błędach”, czy churchillowskie „Never let a good crisis go to waste”. Inny przykładem takiego sloganu jest „wyjdziemy z tego silniejsi”. Szefowie najważniejszych unijnych instytucji przekonywali niedawno we wspólnym apelu z okazji Dnia Europy, że „Europa musi wyjść z tego kryzysu silniejsza” (warto przypomnieć, że dokładnie te same słowa słyszeliśmy 10 lat temu, gdy UE walczyła ze skutkami kryzysu finansowego).

Co ma pomóc w wychodzeniu silniejszym z kryzysu?

Europejscy politycy mówią w apelu m.in. o mechanizmach odbudowy gospodarki, ale również o konieczności jak najszybszego wdrożenia Nowego Zielonego Ładu, poprawie życia najuboższym, większej przejrzystości i demokratyczności Unii. Obok wspomnianych w apelu przywódców UE rozwiązań, w walce ze skutkami pandemii mają pomagać inne narzędzia. Komisja Europejska poinformowała niedawno o naborze ekspertów do nowej platformy o nazwie Fit for Future (F4F). Dla zainteresowanych, nowa platforma ma zastąpić dotychczasową o nazwie REFIT i pomóc Komisji w uproszczeniu obowiązujących przepisów, zmniejszeniu obciążeń administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorstw, zwłaszcza MŚP, a także dostosowaniu regulacji do nowych wyzwań, takich jak cyfryzacja. Fit for Future, REFIT, Better Regulation, Small Business Act – trudno policzyć, która to już  z rzędu inicjatywa czy platforma UE mająca na celu upraszczanie przepisów dla małych i średnich firm. Kłopot w tym, że wystąpienia unijnych przywódców o silniejszej Europie, powoływanie „grup wysokiego szczebla” i platform do rozwiązywania problemów z unijną legislacją mało przystaje do rzeczywistości, w której obecnie funkcjonują małe firmy. Przykładem może być kwestia wymiany handlowej i transportu wewnątrz Unii w trakcie pandemii. Europejskie Stowarzyszenie Europejskich Izb Przemysłowych i Handlowych w opublikowanym niedawno dokumencie dotyczącym funkcjonowania wspólnego rynku w kryzysie opisuje m.in. problemy firm transporotowych. Okazuje się, że w momencie, kiedy przepływ towarów jest szczególnie ważny dla europejskiej gospodarki, firmy transportowe nie wiedzą, jakie przepisy dotyczące transportu towarów i przepływu pracowników funkcjonują w poszczególnych krajach. Dlaczego? Bo nikt nie pomyślał, żeby zebrać je, aktualizowane na bieżąco, w jednym miejscu i przetłumaczyć na angielski. Są oczywiście dostępne, ale na stronach i w językach poszczególnych państw.  Przecież do stworzenia takiej bazy informacji nie potrzeba superkomputerów. Można sobie tylko wyobrazić, co myśli o „wychodzeniu silniejszym z kryzysu” szef firmy transportowej z Litwy, który ma przewieźć towar na Węgry  i nie wie, czy jego samochód przekroczy granice w Polsce albo czy pracownik nie zostanie zatrzymany w celu odbycia kwarantanny na Słowacji.

Kryzys jeszcze trwa i nikt nie wie, jakie będą jego konsekwencje

Trwają prace nad wdrożeniem wartego miliardy euro europejskiego mechanizmu finansowego dla ratowania gospodarki. Równolegle z wdrażaniem tego mechanizmu  dobrze byłoby, zamiast głosić utarte slogany, aby najtęższe europejskie głowy zabrały się za tworzenie planów konkretnych rozwiązań i procedur, które pozwolą łagodniej przejść Unii potencjalne kryzysy w przyszłości. Również takie, które nie będą wywołane czynnikiem chorobotwórczym. Przykładem mogą być zaproponowane jakiś czas temu przez Krajową Izbę Gospodarczą propozycje rozwiązań, które pozwoliłyby uniknąć np. skutków zbytniego uzależnienia rynku europejskiego od dostawców z Azji.

W kontekście walki z pandemią i przygotowaniem się na podobne zagrożenia słyszymy deklaracje m.in. o zabezpieczeniu odpowiedniej ilości środków medycznych. Dość często pojawia się również temat rozwoju cyfryzacji, jako remedium na obecny i przyszłe kryzysy. To oczywiście ważne sprawy. Wymuszona cyfryzacja spowodowała, że firmy i urzędy mogły bardziej uświadomić sobie zalety cyfrowej komunikacji (ważne jest teraz, aby zachować to, co udało się wypracować w trakcie kryzysu). Czytając jednak entuzjastyczne artykuły o szansach na przyspieszoną digitalizację polskiej gospodarki i administracji, gwałtownym rozwoju e-commerce,  można odnieść wrażenie, że cyfryzacja w zupełności wystarczy, aby uchronić nas przed kolejnymi kryzysami. Owszem, przed wirusem uchroni. Warto jednak przypomnieć przysłowie: „generałowie prowadzą minione wojny”. Co będzie, jeśli kolejny kryzys wywołany zostanie przez globalny wirus ale komputerowy?

Grzegorz Stańczak