• A A A

Świat bez gotówki

27.08.2019

Nie każdy wie, że na 95% banknotów w Waszyngtonie znaleziono ślady kokainy? A ile osób zdaje sobie sprawę, że na polskim banknocie znajduje się średnio 25 tysięcy bakterii?

Czy napewno nadal chcemy mieć w portfelu gotówkę? Nie? I słusznie, bo już niedługo nikt nie będzie jej od nas  chciał.

Szeleszczący, kolorowy, pożądany… coś, co można dotknąć, policzyć, w wolnej chwili napawać się samą obecnością… polscy sprzedawcy myślą tak o banknotach coraz rzadziej i wzorem wielu innych państw zaczynają wyłączać gotówkę z dostępnych narzędzi płatniczych.

Podobno, – choć sam w takim sklepie jeszcze nie byłem – pojawiają się placówki handlowe, w których nie można płacić gotówką. Nie chodzi tu o sklepy samoobsługowe (bez pracowników, gdzie klient ściąga towar z półki, skanuje i płaci kartą), tylko o klasyczne sklepy (kasa, sprzedawca).

Jaki w tym sens, oprócz dbania o higienę? Płatność gotówką trwa dłużej, niż kartą. Sklep powinien mieć możliwość wydania reszty, trzeba, więc zgromadzić odpowiednią ilość niskich nominałów monet i banknotów, mogą się zdarzyć pomyłki, ktoś może zapłacić sfałszowanymi banknotami/monetami, na koniec dnia gotówkę z kasy trzeba zdeponować w banku i… zapłacić prowizję od wpłaty (szczególnie od monet). Problemy można wymieniać jeszcze długo.

Rozwiązanie jest banalnie proste – płatności bezgotówkowe.

Nie chcę Twoich pieniędzy…

Jak z teoretycznego punktu widzenia wygląda możliwość narzucenia klientowi zapłaty w formie bezgotówkowej? Mamy ustawę Prawo dewizowe, gdzie ustawodawca wskazuje, że krajowym środkiem płatniczym jest m.in. waluta polska, czyli znaki pieniężne (banknoty i monety) będące w kraju prawnym środkiem płatniczym (art. 2). Jest to argument przytaczany przez tych, którzy twierdzą, że zawsze powinna istnieć możliwość zapłaty gotówką. Problem polega na tym, że Prawo dewizowe to specyficzna ustawa, które określa obrót dewizowy z zagranicą oraz działalność kantorową, – czyli sprzedaż bardzo specyficznych dóbr – waluty obcej. Nijak ma się to to zakupu przysłowiowej pietruszki…

Mamy również ustawę o NBP, w której napisano, że znakami pieniężnymi Rzeczypospolitej Polskiej są banknoty i monety opiewające na złote i grosze. Znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej (art. 31 i 32). I to kolejny argument osób, które twierdzą, że gotówką powinno się móc płacić wszędzie. Trzeba jednak pamiętać o art. 4 tej ustawy – NBP przysługuje wyłączne prawo emitowania znaków pieniężnych Rzeczypospolitej Polskiej.

Łączne czytanie tych przepisów oznacza tylko tyle, że mamy NBP, który drukuje kolorowe papierki i wybija metalowe żetony i to jest to coś, co jest legalnym środkiem płatniczym. Prościej – ustawa gwarantuje, że to, co wydrukuje NBP jest polską walutą.

Zwolennicy papierowego pieniądza wskazują – w kontekście wymuszania przez sklepy zapłaty bezgotówkowej – jeszcze jeden przepis, tym razem karny. Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny (art. 135 Kodeku wykroczeń). Przepis jest dość stary (Kodeks wykroczeń uchwalono w 1971 r.) i pierwotnie dotyczył tylko sklepów. W 1985 r. ustawodawca dodał jeszcze przedsiębiorstwa gastronomiczne.

Wniosek nasuwa się sam – przepis miał karać w gospodarce niedoborów sprzedawców, którzy odkładali towar dla rodziny i znajomych albo zajmowali się spekulacją. Jaką funkcję ten przepis pełni obecnie? Chroni konsumentów przed złośliwością sprzedawcy… i tyle.

Jest jeszcze jeden punkt zaczepienia w kontekście sprzedawcy, który odmawia wydania towaru. Art. 543 Kodeksu cywilnego – wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży. Oznacza to tyle, że jeżeli widzę w sklepie towar z ceną, mam prawo go kupić po tej cenie. Jeżeli sprzedający mi to uniemożliwi, ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą w związku z niewykonaniem zobowiązania (art. 471 Kc.).

Dwa ostatnie przykłady przenoszą nas z gruntu teorii emisji pieniądza na grunt transakcji handlowych.

Chcę Twoich pieniędzy, ale innych…

To teraz kilka argumentów tych, którzy twierdzą, że zakaz płacenia gotówką to nic złego.

Sprzedaż jest czynnością dwustronnie zobowiązującą – sprzedający zobowiązuje się wydać towar/wykonać usługę, kupujący zobowiązuje się zapłacić. Tak się dziwnie utarło w sklepach, że najpierw płacimy, później wychodzimy z towarem… Formalnie wcale tak nie musi być.

Sprzedaż to umowa między dwiema stronami transakcji. Co za tym idzie, mogą one kształtować swoje prawa i obowiązki na zasadzie swobody umów (art. 3531 Kc.). Taką argumentację podzielają też NBP i MF. MF twierdzi, że już na etapie wchodzenia do sklepu oznaczonego tabliczką „tylko płatność bezgotówkowa” zawieramy umowę dot. sposobu spełnienia naszego zobowiązania – zapłaty. Jak nam się nie podoba taki warunek umowny, możemy iść gdzie indziej. Oferta przedsiębiorcy jest skierowana do określonego grona odbiorców – tych, którzy zgodzą się zapłacić bezgotówkowo.

Jeżeli chodzi a art. 135 Kw. i 543 Kc. – zwolennicy rozliczeń bezgotówkowych argumentują, że nikt przed konsumentem nie ukrywa towaru i nikt nie odmawia jego sprzedaży. Sprzedający określa tylko formę, w jakiej ma być dokonana zapłata.

Patrząc na ramy prawne handlu w Internecie, takie prawa sprzedający ma. Zgodnie z art. 18 ustawy o prawach konsumenta, na stronach internetowych służących do prowadzenia handlu elektronicznego wskazuje się w sposób wyraźny, najpóźniej na początku składania zamówienia, jasne i czytelne informacje o ograniczeniach dotyczących dostarczania oraz akceptowanych sposobach płatności.

Zatem sprzedawca ma podstawę prawną żeby odmówić np. wysłania towaru za pobraniem. Z drugiej strony może odejść od klasycznych form zapłaty i umożliwić rozliczenie np. w kryptowalucie. Takie prawa przysługują mu tylko w przypadku handlu elektronicznego, ale nikt z tego powodu nie twierdzi (przynajmniej na razie), że jakieś prawa konsumentów są ograniczane, a regulacja jest sprzeczna z ustawą o NBP.

Trwają również prace legislacyjne nad nowelizacją ustawy o usługach płatniczych. Projektowany art. 59ga (tak, to nie pomyłka, są takie jednostki redakcyjne) będzie stanowił, że przedsiębiorca zapewnia konsumentowi możliwość dokonywania zapłaty w każdym miejscu, w którym działalność gospodarcza jest faktycznie wykonywana, (…), za pomocą polecenia przelewu lub innego instrumentu płatniczego. I tu uwaga – chodzi o polecenie przelewu natychmiastowego (np. blik). I uwaga druga – w projekcie nie chodzi o wyłącznie możliwości płatności gotówką, ale o obowiązek umożliwienia płatności elektronicznej.

Jest też pewien legislacyjny smaczek, który warto odnotować. Podczas prac nad nowelizacją ustawy o usługach płatniczych NBP argumentował, że „wdrożenie tej formy przyjmowania zapłaty należy postrzegać, jako istotną ingerencję w sferę wolności gospodarczej”. Dodatkowo, NBP zgłosił postulat zmiany w ustawie o usługach płatniczych polegającej w praktyce na zakazie odmowy przyjęcia płatności gotówką.

Podsumowując – prawodawca widzi lukę w prawie, ale woli politycznej, żeby to regulować brak. Główny nurt prowadzi nas w stronę możliwości odmowy przyjęcia płatności gotówką. Z takiego obrotu sprawy cieszy się na pewno MF – transakcje bezgotówkowe śledzi się o wiele łatwiej.

W sferze praktycznej też spotkaliśmy się już z miejscami, gdzie gotówka nie była honorowana. Podczas EURO w Polsce tylko warszawska strefa kibica honorowała gotówkę – w innych miastach zakupy były możliwe tylko w formie elektronicznej. Podobnie jest podczas niektórych festiwali muzycznych…

Płatność bezgotówkowa, czyli co

Trzeba się jeszcze zastanowić, czym jest płatność bezgotówkowa. Czy zapłata kartą albo przelewem błyskawicznym powoduje, że znaki pieniężne nie są prawnym środkiem płatniczym… A gdyby tak ukuć teorię, że są, tyle, że zdematerializowanym (dokładnie tak, jak obligacje Skarbu Państwa, które są tylko zapisem w systemie bankowym). Wszak po drugiej stronie transakcyjnego lustra stoi bank, a w nim nasze (nie)realne pieniądze. Nierealne, bo pokrycie podaży pieniądza M3 do faktycznie wyemitowanych środków płatniczych to ok 14%. Wniosek jest prosty – jesteśmy skazani na obrót bezgotówkowy, (czyli wiarę w zapisy na rachunkach bankowych, które nie mają odzwierciedlenia w istniejących znakach pieniężnych). Czy to oznacza, że gotówka może być zakazana?

Gdzie jest problem, czyli akapit, w którym autor tego przydługiego artykułu zmierza do brzegu…

Dopóki zakaz płatności gotówką jest traktowany, jako ciekawostka na rynku, nie dzieje się nic złego. Budujemy interpretacje, które taki trend bronią. Cieszy się MF, cieszą się przedsiębiorcy. Co się jednak stanie, kiedy ciekawostka się upowszechni? O ile można przeżyć na początku XXI w. będąc wykluczonym cyfrowo, to trudno będzie to zrobić będąc „wykluczonym gotówkowo”.

Przykład krajów skandynawskich pokazuje, że reguła „NO CASH” w handlu może się upowszechnić bardzo szybko. Co wtedy zrobi prawodawca? Banki zostały już zobowiązane do posiadania w ofercie darmowego rachunku dla konsumenta (taki bez gwiazdek), czy następnym krokiem będzie zobowiązanie ich do wydania prawdziwie bezpłatnych kart płatniczych? A może elektronizacja pójdzie dalej i każdy wykluczony obowiązkowo dostanie smartfon z możliwością płatności zbliżeniowych? Jakieś rozwiązanie znajdzie się na pewno. W zalezności od tego, kiedy brak możliwości płatności gotówką stanie się powszechnym problemem wykluczonych, różne będą reakcje prawodawcy.

Glosa marginalis, czyli jak to jest na dzikim zachodzie, (czyli wschodzie)

Najnowsze dane z Rosjo pokazują, że około 25% łącznego majątku tamtejszych miliarderów to gotówka. Powodów jest wiele, jednym z nich jest brak zaufania do banków, innym chęć posiadania bardzo płynnych aktywów żeby natychmiast reagować na kolejny kryzys.

A teraz ciekawostka. W mieszkaniu pułkownika Dimitrija Zacharczenki wicenaczelnika Zarządu T MSW (walka z korupcją w sektorze paliwowym) zabezpieczono równowartość 150 mln dolarów (w gotówce, a jakże). Zatrzymany stwierdził, że należy do niego tylko 1,5 tys. dolarów. Z kolei podczas kontroli w jednym z mieszkań należących formalnie do siostry Zacharczenki zabezpieczono równowartość 9 mln dolarów. Kobieta twierdzi, że pieniądze… podrzucono.

Ciekawostka o gotówce numer 2, z której ucieszą się zwolennicy przyjęcia EURO w Polsce. Na polskim banknocie znajduje się średnio 25 tysięcy bakterii a na banknocie EURO tylko 11 tysięcy. Jaki nasuwa się wniosek? Nie, to nie jest czas na przyjęcie wspólnej waluty, ale dobry moment na dobrowolne odejście od gotówki i o tym był dzisiejszy artykuł.

pR

 

Źródła:

Ustawa – Prawo dewizowe

Ustawa o Narodowym Banku Polskim

Ustawa o prawach konsumenta

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z rozwojem płatności elektronicznych

Podaż pieniądza M3

Powrót >