• A A A

Kasy niezgody

24.09.2019

Przyzwyczailiśmy się, że administracja rzadko kiedy jest w stanie nadążyć za zmianami technologicznymi. Obserwując ciągnący się latami, (co prawda ostatnio mocno przyspieszony) proces wdrażania e-administracji oraz problemy z tworzeniem na czas ram prawnych dla stosowania nowych technologii, trudno zmienić te przyzwyczajenia. Dlatego też sporym zaskoczeniem są sytuacje, gdy administracja wychodzi z pomysłami, które nie tylko są na czasie, ale nawet „o krok” do przodu. I zaczyna się problem. Z taką nietypową sytuacją mamy do czynienia w przypadku projektu przepisów dotyczących kas fiskalnych. Ministerstwo chce, bowiem umożliwić korzystanie z kas fiskalnych w formie aplikacji. Projekt trafił do konsultacji społecznych (przeprowadzanych w ekspresowym tempie) i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, od 2020 roku będzie można korzystać z aplikacji fiskalnej np. w telefonie zamiast tradycyjnych urządzeń. Ma być to kolejny krok w procesie cyfryzacji kas fiskalnych. Przypomnijmy, że w maju tego roku weszły w życie przepisy wprowadzające możliwość (a niedługo obowiązek) korzystania z tzw. kas online połączonych z centralnym systemem Ministerstwa Finansów. Na pierwszy rzut pomysł bardzo na czasie. Coraz częściej i chętniej wykorzystujemy urządzenia mobilne nie tylko do przeglądania internetu czy kontaktu ze znajomymi, ale również do robienia zakupów przez internet, dokonywania płatności czy też załatwiania spraw urzędowych online. Kasy fiskalne w formie aplikacji np. w telefonie, ułatwiłby życie wielu przedsiębiorcom (np. taksówkarzom), którzy muszą korzystać z bardziej skomplikowanych i masywniejszych urządzeń.

Nie wszyscy podzielają entuzjazm Ministerstwa Finansów do wirtualnej fiskalizacji.  Wiele zastrzeżeń mają przedstawiciele branży związanej z produkcją i obsługą kas. Swoje krytyczne stanowisko przedstawili za pośrednictwem kilku organizacji biznesowych w tym Krajowej Izby Elektroniki i Telekomunikacji oraz Business Centre Club. Przedstawiają tam argumenty za tym, aby ostrożniej podchodzić do kas w formie oprogramowania. Ich zdaniem, w stosunku do tradycyjnych odpowiedników (urządzenia z wbudowaną pamięcią, zaplombowane, z homologacją Głównego Urzędu Miar) kasy w postaci oprogramowania będą mniej bezpieczne, bo narażone na ataki hakerów czy błędy w oprogramowaniu itp.  Ponadto nie będą musiały – odróżnieniu od dotychczasowych – przechodzić homologacji, która jest gwarancją, że urządzenie działa poprawnie i spełnia wszystkie wymogi.  W konsekwencji  – argumentuje branża – cała odpowiedzialność za niewłaściwe działanie oprogramowania rejestrującego sprzedaż i wysyłającego dane do systemu Ministerstwa Finansów spadnie na przedsiębiorców. Tych argumentów jest znacznie więcej, można zapoznać się z nimi w obszernych stanowiskach KIGEiT i BCC. W odpowiedzi na te zarzuty Ministerstwo Finansów przekonuje, że oprogramowanie będzie bezpieczne, certyfikowane itd. Dodatkowo, ma być mniej kosztowne dla przedsiębiorców.

Stanowisko przedsiębiorców z branży kas fiskalnych, jak nietrudno się domyślić, spotkało się z ostrą krytyką, która w wielu miejscach otarła się o hejt. „Branża znów podnosi swój chciwy łeb”, „upaśli się na swoich przestarzałych komputerkach i protestują” – to tylko kilka przykładów komentarzy pod internetowymi publikacjami na ten temat. Po tego typu komentarzach szybko można zorientować się, że duża część komentujących nie ma pojęcia o korzystaniu z kas, ich funkcjonowaniu, uciążliwych procedurach urzędowych związanych z dopuszczeniem kas do użytkowania czy wreszcie o konsekwencjach błędnego albo niezgodnego z przepisami użycia kas. A szkoda, bo wiedza ta pozwoliłaby z pewnością bardziej obiektywnie podejść do postulatów branży, która, jak każda, ma prawo walczyć o swoją pozycję, tym bardziej, że robi to oficjalnie i z otwartą przyłbicą, a nie w formie czarnego PR-u.  Warto też dodać, że producenci i dystrybutorzy wyręczają w dużym stopniu (m.in. poprzez doradztwo dla przedsiębiorców) aparat urzędowy.

Czy jednak obawy przed kasami w formie aplikacji nie są przesadzone?  Kto ma rację, producenci „tradycyjnych” kas czy ministerstwo i zwolennicy wirtualnych kas? Dopóki nie zobaczymy, jak działa oprogramowanie, jak jest zabezpieczone, jakie mechanizmy będą chronić przedsiębiorców przed błędami – trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Warto jednak na spokojnie przyglądać się tej dyskusji i jej konsekwencjom. Z kilku powodów. Przede wszystkim pokazuje, że problemy ze wdrażaniem nowych technologii nie są tak banalne, jak próbuje się je czasem prezentować (papier kontra dokument elektroniczny, wizyta w urzędzie kontra załatwianie spraw online). Kasy fiskalne nie są raczej „przestarzałymi komputerkami” a ich producenci to zaawansowane technologiczne firmy, które zapewne poradziłby sobie z opracowaniem odpowiedniego oprogramowania. Ich krytyka nie wynika z tego, że – jak twierdzą niektórzy – boją się nowoczesności. Zwracają za to uwagę na ważne kwestie, takie jak  bezpieczeństwo przechowywania danych, wymogi administracyjne, które muszą spełniać producenci sprzętu czy oprogramowania itd.

W kontekście dyskusji o wirtualnych kasach trzeba też wspomnieć, że technologie mobilne dynamicznie się rozwijają i powstrzymywanie na siłę (np. przepisami) ich wykorzystywania nic nie da. Coraz więcej osób, w tym przedsiębiorców, „przesiada się” z tradycyjnych urządzeń na np. smartfony. E-administracja powinna uwzględniać ten trend w coraz większym stopniu.  Co ważne, w przypadku nie tylko urządzeń fiskalnych, ale szerzej, całej e-administracji, priorytetami powinny być bezpieczeństwo informacji, łatwość korzystania oraz ochrona przedsiębiorców przez konsekwencjami błędów sprzętu czy systemu – a nie większe wpływy do budżetu czy interes tej albo innej branży.

I jeszcze subiektywna uwaga. Każdy przedsiębiorca, który korzysta z kas fiskalnych wie ile wiąże się z tym nieprzyjemnych obowiązków. Rejestracja w urzędzie każdej kasy, fiskalizacja, zgłaszanie do urzędu wymiany pamięci, regularne serwisy, skrupulatne prowadzenie dokumentacji, wysyłanie raportów, restrykcyjne przepisy dotyczące sprzedaży bez paragonu, obowiązek posiadania zapasowych kas itd. itd.  Jakikolwiek błąd grozi nieprzyjemnymi konsekwencjami. Wszystkie te uciążliwości wprowadzono po to, aby uwadze fiskusa nie umknęła najdrobniejsza nawet sprzedaż czy inna operacja na kasie. Dlatego też naiwnością byłoby oczekiwać, że Ministerstwo Finansów dopuści do stosowania rozwiązanie, które może uszczuplić, choćby w najmniejszym stopniu, wpływy podatkowe. Jeśli więc resort zgodzi się na  wirtualne kasy, to jest bardzo prawdopodobne, że to na przedsiębiorców spadnie cała odpowiedzialność za ew. błędy oprogramowania, problemy z komunikacją z systemem centralnym czy inne wypadki. Dopóki, więc nowe oprogramowanie nie będzie na 100 proc. niezawodne, bezpieczne (nie tylko przed hakerami, ale i ew. zarzutami ze strony urzędników skarbówki), potwierdzone urzędowymi certyfikatami i „pobłogosławione” przez aparat podatkowy, to producenci tradycyjnych kas mogą spać spokojnie.

GS

Powrót >