• A A A

Czas konfederacji

16.10.2019

Zdarzyło Wam się kiedyś zaparkować w miejscu niedozwolonym, a następnie znaleźć kilka powodów, dla których mogliście to zrobić? Tak? Gratulacje! Możecie być bankiem udzielającym kredytów walutowych!

Zamiast wstępu
Orzeczenie TSUE w sprawie frankowiczów nie budzi ani większego zdziwienia, ani większych kontrowersji prawników. Jest potwierdzeniem tego, co rynek wie od dawna – kredyty indeksowane we franku były produktami bazującymi na niezrozumiałych dla konsumentów mechanizmach, opartymi od początku o niedozwolone zapisy umowne (dotyczące indeksacji). Banki wykorzystały dominującą pozycję (w przypadku kredytów hipotecznych można mówić o monopolu banku na jego udzielanie) w celu maksymalizacji zysków. Teraz muszą za te nielegalne praktyki zapłacić.
Bardzo ostrożnie należy podchodzić do wyliczeń kosztów dla sektora bankowego. Prawie na pewno są zawyżone. W mojej ocenie w najgorszym scenariuszu do rozliczenia jest ok. 20 mld zł (a nie 60 mld jak twierdzi Związek Banków Polskich), a koszty będą rozłożone w czasie.
To, jak bardzo sektor (a właściwie banki, które mocno weszły w rynek kredytów walutowych) ucierpi, zależy od samych banków. Obecnie jesteśmy świadkami dość żenującego spektaklu, w którym bank zamiast przeprosić, że zrobił coś nielegalnego i naprawić błąd, straszy kredytobiorców wieloletnimi sprawami sądowymi i pozwami za korzystanie z kapitału. (To dokładnie jak kierowca parkujący na zakazie, który znajdzie wiele powodów, dla których nie musi przeparkować samochodu). Na tym etapie powinien interweniować albo RPO albo KNF, bo obecne stanowisko przedstawicieli sektora bankowego jest niczym innym, jak szantażem (ze względu na bardzo słabe podstawy prawne żądania opłaty za korzystanie z kapitału – zarówno 3 letni okres przedawnienia jak i samo roszczenie sprzeczne z dobrymi obyczajami i zasadami współżycia społecznego).
Jeżeli banki będą skłonne zawrzeć ugody, to po pierwsze znacznie obniżą koszty odszkodowań, po drugie będą mogły rozłożyć wypłaty w czasie (np. częściowo potrącając je z bieżącymi wpłatami kredytobiorców). To, którą drogą pójdą – zależy tylko od nich.
Ciekawie będzie wyglądała sytuacja na rynku bankowym, jako takim. Istnieje ryzyko, że kilka najmocniej zaangażowanych w CHF banków będzie musiało poszukać inwestora. Jest to szansa na repolonizację, ale już chyba nie jako spektakularne przejęcie, raczej powstanie nowy gracz na polskim rynku na bazie narodowego kapitału.
Większość banków bezpośrednio nie odczuje (zbyt mocno) skutków orzeczenia TSUE. Sektor, jako taki ma się dobrze, zyski rosną (oprocentowanie lokat jest bardzo niskie, większość produktów bankowych jest płatna). Banki nie konkurują między sobą ceną produktów – spokojnie robią biznes. Nie spodziewam się (mimo złowieszczych przepowiedni Moody’s) ograniczenia akcji kredytowej dla przedsiębiorców czy konsumentów – żyjemy w czasach luzowania polityki fiskalnej i tak też obecnie wyglądają produkty bankowe – są łatwo dostępne i tanie (nisko oprocentowane).

Wyrok, czyli, o co tak naprawdę chodzi w sprawie kredytów frankowych
Osią sporu jest klauzula abuzywna (klauzula niedozwolona) w umowie kredytowej i to, czy jeżeli była ona wpisana do umowy sąd może unieważnić całą umowę.
W omawianej sprawie chodziło mniej więcej o to, że to bank, względnie niezależnie od rynku ustalał kurs CHF, po jakim była rozliczana spłata raty kredytu. Prościej – to bank ustalał ile są warte w CHF złotówki wpłacane przez kredytobiorcę; ich wartość była, – co nie powinno dziwić – w taki sposób, żeby maksymalizować zysk kredytodawcy. Mechanizm pozwalał bankom poczwórnie zarabiać na kredycie walutowym (jednorazowa opłata za udzielenie kredytu, odsetki od kredytu i prowizja od przeliczenia waluty przy wypłacie kredytu i przy spłacie każdej raty – kolokwialnie można ją nazwać marżą kantorową). Obecnie (od wprowadzenia w 2011 r. ustawowych ograniczeń) banki również zarabiają na przeliczaniu walut (w każdym kredycie walutowym), ale warunki tego przeliczenia są bardziej rynkowe i częściowo uniezależnione do swobodnej decyzji danego banku. Jak klient miał szczęście, trafiał w banku na promocyjny kredyt, bank rezygnował z najmniej przychodowej opłaty i kredyt bez jednorazowej opłaty za jego udzielenie.)
Wracając do samej indeksacji, jako klauzuli abuzywnej… TSUE powiedział, że nie jest sprzeczne z prawem UE unieważnienie umowy kredytowej z powodu takiego zapisu. TSUE orzekł, że przy ewentualnym unieważnianiu sąd krajowy ma rozstrzygać w oparciu o kryterium „interesu kredytobiorcy”, jeżeli usunięcie „nieuczciwych warunków umowy zmienia charakter i główny przedmiot tych umów może ulec zmianie”. Polskie sądy mogą unieważniać umowy, gdyby okazało się, że koniecznym byłoby stosowanie stopy LIBOR dla kwoty złotowej po usunięciu klauzuli indeksacyjnej. Rzecznik Generalny wskazał, że konsument wskazuje, co jest jego interesem.
EFEKT EKONOMICZNY – umowa jest uznawana za nieistniejącą od dnia jej zawarcia. Strony mają obowiązek zwrócić sobie wzajemne świadczenia, (czyli kredytobiorca kapitał, a bank odsetki i inne opłaty). Czyli kredytobiorca dostał darmowy „kredyt”.
Drugie z możliwych dla sądu krajowego rozwiązań, to usunięcie z umowy abuzywnych zapisów i nieuchylanie reszty umowy (będzie obowiązywać tylko w sytuacji, gdy będzie to prawnie możliwe).
EFEKT EKONOOMICZNY – klient ma kredyt oprocentowany w wysokości LIBOR + marża, a bank musi dokonać korekty wcześniejszych rozliczeń – klient ma bardzo nisko oprocentowany kredyt (LIBOR jest obecnie ujemny), umowa obowiązuje.

O jakie kredyty chodzi, bo nie o wszystkie w CHF
Rozstrzygnięcie dotyczy kredytów indeksowanych w CHF. Indeksacja oznacza, że wysokość rat kredytu wyrażonego w złotych jest przeliczana na podstawie kursu szwajcarskiej waluty. Jak sprawdzić, jakie kredyt wzięliśmy – przeczytać umowę kredytową. Najprościej, – jeżeli kwota kredytu jest wyrażona w PLN – jest indeksowany. Jeżlei jest wyrażona w CHF – jest to kredyt denominowany.

Czy do pozostałych kredytów w CHF można odnieść orzeczenie TSUE
W przypadku kredytów denominowanych (wartość określona w CHF, ale wypłaconych w PLN) istnieje spór, czy wyrok ich również dotyczy. Jeżeli sprawa trafi przed TSUE, prawie na pewno zapadnie analogiczne rozstrzygnięcie.

Co mogą zrobić polskie sądy
Orzeczenie w sprawie P. Dziubaków zostało wydane w ich indywidualnej sprawie. Sądy będą się posiłkowały wyrokiem, bo mają „gotowca” – uzasadnienie merytoryczne i formalne (najwyższa instancja sądownicza w UE). Czy wybiorą trzecią drogę? Raczej nie. Albo będą orzekały o nieważności umowy, albo stwierdzą, że umowa obowiązuje bez klauzuli indeksacyjnej. Otwartym pozostaje pytanie, jakie argumenty będą przedstawiać pełnomocnicy banków.

Co zrobią kredytobiorcy
Przede wszystkim, co muszą robić nadal – muszą spłacać kredyt zgodnie z obowiązującą umową. Paradoksalnie jest to w ich interesie, gdyż brak zapłaty kilku rat może skutkować natychmiastową wymagalnością całej kwoty kredytu. Przy umowie kredytowej kredytobiorca podpisuje tytuł egzekucyjny, dodatkowo roszczenie banku jest zabezpieczone hipoteką – windykacja rozpoczyna się szybko i toczy sprawnie.

Czego kredytobiorcy nie powinni robić
Kredytobiorcy na pewno zaczną szukać doradztwa prawnego w kontekście ewentualnego procesu z bankiem. Tu jest kolejna pułapka rynku – od kilku tygodni social media są bombardowane ofertami firm, które „bezpłatnie przeanalizują szanse” i pomogą wygrać z bankiem (to już odpłatnie). Kredytobiorcy powinni z rozwagą wybierać doradców i zastanowić się, czy wynagrodzenie określane „procentowo od wywalczonej kwoty, nie mniej niż…” jest rynkowe. Warto takie oferty porównać z ofertami kancelarii prawnych, które funkcjonują na rynku od wielu lat. Agresywny marketing „frankowy” przypomina mechanizm, gdzie przedstawiciel kancelarii walczącej o odszkodowania rozdaje swoje wizytówki w szpitalu albo domu pogrzebowym… Jedno jest pewne, umowa, w której klient ma zapłacić prawnikowi 50% od wywalczonej kwoty jest dla kredytobiorcy najprawdopodobniej niekorzystna.
Czy warto zawrzeć ugodę z bankiem – oczywiście tak, bo to gwarancja otrzymania pieniędzy od razu, bez długiego, stresującego i kosztownego sporu. Jaką część należnych pieniędzy można otrzymać w ramach ugody – to zależy od banków. Tak czy inaczej, warto spróbować. Jak napisała Agnieszka Osiecka Każdy siwy włos na mojej głowie wyprodukowałam osobiście – dzięki ugodzie przynajmniej części z nich można uniknąć.

Co zrobią banki

  • Będą skarżyły wyrok do TK.
  • Będą żądały zapłaty za bezumowne korzystanie z kapitału (w mojej ocenie sąd albo orzeknie o przedawnieniu – 3 lata, albo stwierdzi, że żądanie banku jest sprzeczne z dobrymi obyczajami).
  • W każdej indywidualnej sprawie będą opóźniały postępowanie sądowe albo proponowały bardzo niskie kwoty ugody.
  • Zintensyfikuje się lobbing banków na rozwiązanie kwestii CHF (pojawią się ekspertyzy głoszące o upadku banków, destabilizacji finansów…).

    Co zrobi państwo
    Najprostsza odpowiedź – nic. Tak jak do tej pory, nie podejmie się opracowania rozwiązań prawnych.
    Może się pojawić narracja – Unia kazała, mamy związane ręce. W drugim kanale pojawi się przekaz – to są zagraniczne banki, które próbowały oszukać i okraść Polaków, a teraz polskie sądy (przy jakimś tam udziale UE, bo trzeba pamiętać, że to polski sąd skierował pytanie do UE dobrowolnie) przywracają praworządność. Jak zagraniczny bank postąpił nieuczciwie, to niech zagraniczny bank zapłaci. Polskie banki są bezpieczne, (bo narodowy bank to uczciwy bank).
    Tym samym spełni się plotka o możliwości repolonizacji banków przez kupno ich za symboliczną złotówkę. Zagraniczny bank zostanie przejęty za zadłużenie i wchłonięty przez polski kapitał, nie koniecznie PKO albo Pekao; ze względu na koncentrację rynku pojawi się nowa siła, jaka – czas pokaże. W obu sytuacjach państwo wygrywa. Nie ma mowy o przejęciu zobowiązań banku przez państwo. Sektor bankowy „wraca” w polskie ręce.

    Jak to wpłynie na sektor bankowy
    Związek Banków Polskich ostrzegał, że przyznanie racji frankowiczom może kosztować cały system bankowy nawet 60 mld zł. Według kalkulacji analityka money.pl, koszt może być wyższy i wynieść 72 mld zł. To szacunki banków i trzeba pamiętać o tym, że koszty nie zostaną poniesione w jednym roku.
    Przy założeniu, że banki z częścią osób zawrą ugody, z resztą będą się sądzić przez następne 2 – 3 lata (i w tym czasie utworzą rezerwy), nawet wyliczenia sektora nie są takie złe. Do sądu pójdzie ok. 30% kredytobiorców. Duża część w ramach pozwów zbiorowych – tu zostaną zaproponowane ugody (standardowo ok. 30 – 50% należności). Wątpliwe, żeby w pozwach zbiorowych banki walczyły do wyczerpania drogi sądowej, bo nie taka jest idea grupówek. Może się okazać, że „odkupienie grzechów” będzie względnie tanie. Historia pokazała nam, że banki wywołujące kryzysy finansowe najczęściej nie ponoszą konsekwencji finansowych.
    O ugodach z frankowiczami pisze wprost w komunikacie Rzecznik Finansowy:
    https://www.rf.gov.pl/sprawy-biezace/Rzecznik_Finansowy_o_skutkach_wyroku_TSUE_w_sprawie_kredytu____frankowego_____23082

    Nie więcej niż 10% kredytobiorców zdecyduje się na indywidualną walkę z bankiem o pełną kwotę.
    Oceniając wyliczenia ZBP – stawiałbym na maksymalnie 20 mld zł, z czego większość zobowiązań stanie się wymagalna od 2021. W ramach zawartych ugód można rozłożyć płatność na raty, albo rozliczyć zobowiązanie banku w przyszłych odsetkach. Czyli można zachować płynność finansową bez większych problemów.
    Jak to wpłynie na rynek usług finansowych (z perspektywy przedsiębiorców)
    Istnieje ryzyko upadku któregoś z najbardziej „frankowych” banków. Te, które mają mniej kłopotliwych kredytów w portfelu nie powinny mieć większych problemów.
    Jak wygląda obecnie rynek kredytów frankowych? Ssą to zarówno kredyty indeksowane w CHF jak i denominowane, ich proporcje w poszczególnych bankach znacznie się różnią, różne jest zatem ryzyko. Udział poszczególnych banków w rynku wygląda następująco
  • GetinNoble 9,4 mld zł udzielonych kredytów (23% portfela),
  • Millenium 15 mld zł udzielonych kredytów (22% portfela),
  • mBank 15 mld zł udzielonych kredytów (19% portfela),
    a dalej
  • BOŚ (13% portfela),
  • PKO BP (11% portfela),
  • Santander (7% portfela),
    Jest jeszcze BNP Paribas, Alior, Pekao i ING (od 6,5% do 1% portfela). Do tego DeutsheBank, który został z samymi kredytami w CHF (cały portfel PLN przejął Santander).
    Najbardziej zagrożony jest GetinNoble, który od dwóch lat wykazuje straty (2018 – (-)450 mln, 2017 (-)570 mln). Pozostałe banki z frankowej czołówki powinny sobie poradzić bez większych problemów, o ile będą skłonne zawrzeć ugody z kredytobiorcami.
    Sytuacja nie wpłynie znacząco na pozostałe banki. Szczególnie, że jesteśmy w okresie luzowania polityki pieniężnej – tanie i dostępne kredyty są obecnie priorytetem. Równocześnie kończy się era bezpłatnej bankowości. W większości przypadków są już pobierane opłaty za prowadzenie rachunków, obsługę kart płatniczych… Zyski banków będą rosły.

    Kontekst międzynarodowy i ostatnio również polski – kredyt z ujemnym oprocentowaniem
    Mamy już kredyty hipoteczne w UE z ujemnym oprocentowaniem – Dania Jyske Bank 10-letni kredyt hipoteczny (-)0,5%. Duński Nordea Bank planuje wprowadzić kredyt aż na 20 lat z zerowym oprocentowaniem. Bloomberg donosi zaś, że kolejni pożyczkodawcy chcą wprowadzić 30-letnie kredyty na 0,5%. Dania może i jest awangardą kredytów o ujemnym oprocentowaniu, ale polski sektor bankowy dzielnie ją goni. Też już mamy zapowiedź „darmowych” kredytów. Hasło reklamowe „Oddajesz mniej niż pożyczasz” pojawiło się w ostatni weekend w mediach. Jest to kredyt z zerową stopą procentową, a bank pokrywa ostatnią ratę. Klient może pożyczyć maksymalnie 3000 zł, a oddać musi tylko 2750 zł.
    Światowe media nie zainteresowały się omawianym orzeczeniem TSUE, bardziej interesowało ich inne z tego dnia – o tym, że każde państwo ma prawo zażądać od Facebook usunięcia treści niezgodnych z prawem danego kraju. To milczenie oznacza, że problem frankowy nie zagraża istotnie bankom. Gdyby istniało ryzyko, spółki matki zadbałyby o odpowiednie artykuły w zagranicznej prasie.

Przemysław Ruchlicki
10.10.2019

Powrót >