• A A A

Każda ulga ma dwie strony

16.10.2019

„ZUS” czyli składki, które co miesiąc trzeba odprowadzać na rozmaite ubezpieczenia i fundusze są zmorą każdego przedsiębiorcy. A szczególnie tych, którzy prowadzą biznes na małą skalę i nie mają zbyt wielkich dochodów. Wysokość składek jest jednym z najczęstszych powodów do narzekań a ze strony przedsiębiorców nieustannie pojawiają się apele o zreformowanie systemu. Temat podchwyciły też partie polityczne przed wyborami. Ultraliberalne środowiska domagają się wręcz zniesienia obowiązku płacenia składek i wprowadzenie zasady: niech płaci ten, kto chce. Mniej radykalne stanowiska mówią o obniżeniu składek. Inni chcą wprowadzenia składek uzależnionych od przychodu.

Każdy nowy pomysł na zmiany w systemie budzi zawsze spore emocje i wywołuje ożywioną dyskusję. Nie inaczej było i tym razem tj. po zapowiedzi wprowadzenia nowej ulgi ZUS (proporcjonalne składki dla przedsiębiorców o dochodach 6 tys. złotych i przychodach do 10 tys.). Zapowiedź tylko na chwilę ucieszyła przedsiębiorców. Wkrótce po zaanonsowaniu przez premiera nowej ulgi w mediach rozpętała się burza, po tym jak eksperci odkryli poważną wadę. Mówiąc w uproszczeniu, istnieje prawdopodobieństwo, że przedsiębiorcy korzystający z ulgi i płacący niskie składki w niektórych przypadkach będą musieli dłużej pracować, aby skorzystać z możliwości dopłaty do emerytury. Pojawiły się zarzuty, że rząd nie ostrzega przedsiębiorców, chce ich wpakować na minę itd. Dobrze, że problem został nagłośniony zanim wprowadzono ulgę i być może zostanie do tego czasu wyjaśniony/naprawiony.

W tym całym „antyzusowym” nastroju i domaganiu się obniżenia składek na ZUS rzadko mówi się o konsekwencjach. Ulgi ZUS dla przedsiębiorców mają swoje dobre i złe strony. Pierwsza, ta dobra, to możliwość płacenia niższych składek (preferencyjne składki przez 24 miesiące), nie płacenia ich wcale (ulga na start) albo płacenie w proporcjach do przychodu (mały ZUS). Druga, ta zła, to konsekwencje korzystania z ulg. Nie chodzi tylko o przyszłą emeryturę (ale trzeba pamiętać, że większość przedsiębiorców płaci minimalne składki wymagane przepisami), ale inne świadczenia, wypłacane np. w przypadku choroby, wypadku, macierzyństwa itd. Przy małych składkach będą po prostu dramatycznie niskie. Takich niebezpiecznych dla przedsiębiorców mielizn w przepisach ubezpieczeniowych jest więcej. Na przykład takich, że okres zawieszenia działalności nie liczy się do okresu składkowego, ważnego przy wyliczaniu niektórych świadczeń. Rzadko zwraca się uwagę na te problemy (no może poza niektórymi mediami i samym ZUS, któremu zależy na jak największych wpływach do kasy) i trudno się dziwić, że są przedsiębiorcy, którzy nie zdają sobie sprawy, że mogą płacić wyższe składki i że przy minimalnych wpłatach będą mieć niskie świadczenia.

Dlatego powinno stać się zasadą, że przy okazji każdej reformy ZUS, przedsiębiorcy otrzymują rzetelną informację o jej konsekwencjach. Nawet jeśli nie współbrzmi to dobrze z propagandowymi hasłami „chcemy ulżyć przedsiębiorcom”, „zmniejszamy ZUS” itd.

Nie chodzi tu oczywiście o obronę obecnego systemu i wcielenie się w rolę rzecznika ZUS, zachęcającego do płacenia wyższych składek. Dyskusja nad efektywnością systemu ubezpieczeń, modelem ulg sposobem gospodarowania pieniędzmi ze składek i wysokością obciążeń to temat na odrębną dyskusję.

W rozmowach z przedsiębiorcami usłyszeć można czasem argumenty w stylu „nie ma sensu płacić ZUS bo system i tak zaraz upadnie” albo w drastycznej wersji „i tak nie dożyję emerytury”. A co będzie jeśli jednak system przetrwa w zbliżonej formie a przedsiębiorca dożyje emerytury? Taki scenariusz też warto uwzględnić.

GS

Powrót >