• A A A

Legislacja w tyle za technologią

29.07.2019

„Ministerstwo Cyfryzacji w najbliższych latach szykuje pakiet 54 ustaw. Umożliwi on pełną cyfryzację kraju” – pod takim tytułem opublikowano niedawno w serwisach informacyjnych wypowiedź przedstawiciela Ministerstwa Cyfryzacji. Jest to zapowiedź legislacyjnej ofensywy, które celem jest m.in. uregulowanie prawne nowych sektorów gospodarki związanych ze sztuczną inteligencją, internetem rzeczy itd. Najwyraźniej w resorcie cyfryzacji wzięto sobie do serca często powtarzane hasło „legislacja nie nadąża za rzeczywistością” i postanowiono jak najszybciej ją dogonić (aż strach pomyśleć, jakiej skali są to zapóźnienia skoro wymagają aż 54 aktów prawnych). Oby tylko nie okazało się, że w czasie prac nad 54 ustawami kolejne 50 zdezaktualizowało się i wymaga zmian. Ale odłóżmy żarty na bok, bo problem tworzenia regulacji, które dotrzymywałyby kroku rozwojowi technologii nie należy wcale do zabawnych. Podczas gdy w Polsce trwają wieloletnie dyskusje, czy administracja może trzymać dane w chmurze (zamiast to robić i oszczędzać na kosztownej infrastrukturze) a przedsiębiorcy wciąż narzekają, że oczekuje się od nich dokumentów potwierdzających dane, które urzędnik może uzyskać samodzielnie za pomocą kilku kliknięć, w Europie i na świecie tęgie głowy zastanawiają się, kto ma ponosić odpowiedzialność za ew. błędy sztucznej inteligencji albo nad tym, czy robotom nadać osobowość prawną (dyskusja toczy się o kliku lat na gruncie UE). W kontekście tworzenia oraz interpretacji prawa interesujące są również dyskusje na temat użycia sztucznej inteligencji (to tzw. legal tech) do analizowania przepisów prawnych, rozstrzygania sporów prawnych a nawet do tworzenia prawa.

Nie chcąc ostudzać zapału resortu cyfryzacji, warto jednak zastanowić się, czy próby szczegółowego uregulowania każdej nowej technologii mają szanse na powodzenie. Biorąc pod uwagę tempo prac nad wprowadzaniem przepisów w naszym kraju (poza niechlubnymi wyjątkami przepisów uchwalanych „w trybie nocnym”) – szanse nie są zbyt wielkie. Dlaczego? Zmiany technologiczne wymagają nie tylko nowych przepisów dotyczących np. standardów technicznych, bezpieczeństwa, zasad kontroli i nadzoru. Tutaj eksperci z Ministerstwa Cyfryzacji zapewne dadzą radę i udowodnią, że trzymają rękę na pulsie. Problem w tym, że do technologii należy dostosować także inne przepisy, w tym również podatkowe. A tutaj otwiera się czeluść… Ciekawą ilustracją tego, jak machina podatkowa radzi sobie (albo nie) z problemami, na które raczej nie była przygotowana, jest np. opodatkowanie sprzedaży wirtualnych przedmiotów w grach online (to rozmaite bronie, kryształy i inne). Gracze, którzy tworzą np. wirtualne miecze i inne przedmioty, a następnie sprzedają je za realne pieniądze, wielokrotnie zwracali się do organów podatkowych o interpretacje przepisów. Chcieli się dowiedzieć, czy ich działalność w świetle przepisów to handel, usługa czy może działalność wytwórcza.  Urzędnicy fiskusa z mozołem rozkładali ten problem na czynniki pierwsze, korzystając z definicji słownikowych „przetwarzania”, pojęcia handlu, sprzedaży oraz posiłkując się Polską Klasyfikacją Wyrobów i Usług, w której trudno raczej znaleźć sekcję – wykuwanie wirtualnych mieczy. Tak czy inaczej rozważania, czy sprzedaż wirtualnych mieczy to „sprzedaż detaliczna towarów niekonsumpcyjnych, nieżywnościowych, gdzie indziej niesklasyfikowanych” czy może coś innego, choć brzmią groteskowo, będą coraz częściej pojawiającym się problemem w sporach z fiskusem.

Legislacyjne białe plamy, czyli obszary pozbawione regulacji, jako efekt gwałtownego rozwoju technologii, są nieuniknione. Nie ma tutaj szybkiej i skutecznej recepty na rozwiązanie w prosty sposób tego problemu, ale wydaje się, że angażowanie rzeszy ekspertów w produkowanie tysięcy stron nowych aktów prawnych może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Nawet jeśli jedno ministerstwo przygotuje na czas przepisy, inne pozostaną w tyle.

Niektórzy eksperci sugerują, że w sytuacji gdzie prawo nie nadąża za technologią, tworzenie szczegółowych przepisów trzeba będzie powierzyć sztucznej inteligencji. W tym modelu legislatorzy powinni zająć się tylko formułowaniem ogólnych zasad i wartości, które byłyby podstawą do tworzenia regulacji na większym poziomie szczegółowości. Na ustawy pisane przez roboty jeszcze trochę poczekamy, ale już dziś można zacząć od rzeczywistego a nie tylko deklaratywnego stosowania ogólnych zasad prawa gospodarczego. Są one  zawarte m.in. w Prawie przedsiębiorców. Przykład? „Przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa” albo „organ kieruje się w swoich działaniach zasadą zaufania do przedsiębiorcy, zakładając że działa on zgodnie z prawem, uczciwie oraz z poszanowaniem dobrych obyczajów”. Trzymanie się przez urzędników tych zasad w codziennej praktyce to dobry punkt wyjścia do rozwiązywania problemu legislacji dopasowanej do zmian technologicznych.

 

GS

Powrót >