• A A A

Dzień po dniu – gospodarczy tygodnik z przymrużeniem oka

13.11.2020

„Dzień po dniu – gospodarczy tygodnik z przymrużeniem oka” to nowy cykl, w którym pokazujemy Wam najważniejsze wydarzenia mijającego tygodnia. Będzie trochę o propozycjach zmian systemowych dla przedsiębiorców, nowych obostrzeniach związanych z pandemią czy pomyśle opodatkowania pracujących zdalnie. I przyznajemy, to nie jest obiektywne zestawienie.

 

Piątek 6.11
Niektórzy uważają, że tworzenie długoterminowych prognoz gospodarczych w obecnej sytuacji przypomina wróżenie z fusów. Wróżba z fusów ponoć jest ważna przez 4 miesiące. Trochę krócej, bo 3 miesiące, ważne są sezonowe prognozy gospodarcze Komisji Europejskiej. Najnowsza – jesienna – przyniosła trochę lepsze wiadomości dla Polski niż wcześniejsze. KE prognozuje, że w 2020 r. PKB Polski spadnie o 3,6 proc. Latem unijni eksperci szacowali spadek na poziomie 4,6 proc. Eksperci KIG też lubią mieszać fusy i patrzeć na przyszłość. Ich prognozy mówią o spadku 2,2 proc. w całym roku 2020. Jak będzie, czas pokaże – jak piszą dziennikarze, którym nie przychodzi do głowy żadna błyskotliwa puenta.

 

Weekend 7-8.11
W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o pozytywnej zmianie w polityce informacyjnej rządu w czasach pandemii. Zamiast informować zainteresowane branże o restrykcjach na kilka godzin przed ich wprowadzeniem, rząd tym razem zapowiedział je dwa dni wcześniej. Niestety o niektórych zapomniał. Branża meblarska dopiero w piątek wieczorem dowiedziała się, że od soboty salony sprzedaży mebli również będą zamknięte. Teraz odbywają się konsultacje biznesu z rządem dotyczące zniesienia zakazu. Wicepremier Gowin zadeklarował, że chciałby jak najszybszego otwarcia sklepów z meblami. Dobra rada na przyszłość – nie chwalić się za bardzo sukcesami. Zerknijmy na przykładowe tytuły prasowe z ostatnich miesięcy: „Branża, która oszukała pandemię: polscy producenci mebli biją rekordy mimo koronawirusa”, „Branża meblarska wygrywa z koronawirusem”, „Meble wychodzą z kryzysu i ruszają na podbój Ameryki”, „Branża meblarska odrabia straty. Zamówień więcej niż przed pandemią”. Nic dziwnego, że ktoś w rządzie mógł pomyśleć: skoro tak dobrze im się wiedzie w tej Ameryce, to ciach, zamykamy sklepy w Polsce.

 

Poniedziałek 9.11
Różne są zwiastuny kryzysu. Poza twardymi danymi o produkcji, zatrudnieniu itd. mówi się również o innych, „miękkich” symptomach kryzysu. Obserwowany jest m.in. efekt szminki czyli przerzucenie się konsumentów w trudnych czasach na dobra luksusowe o mniejszej wartości (szminka zamiast np. ekskluzywnej torebki). Indeks „czekoladowy” opiera się z kolei na obserwowanym w kryzysie wzroście spożycia czekolady. Trudno powiedzieć (nie ma jeszcze oficjalnych badań) czy i jakim stopniu kryzys wpływa na zakup kalendarzy, w każdym razie warto zauważyć, że rozmaite urzędy i ministerstwa pomimo trudnej sytuacji zabrały się ochoczo za przygotowanie i ogłaszanie postępowań na druk kalendarzy na przyszły rok. Widać sporą znajomość tematu i wyszukany gust. Nie wypada przecież powiesić na ścianie zwykłego „zdzieraka” z przepisami na naleśniki na odwrocie. Główka taka, plecki takie, eleganckie logo urzędu, okładka z plecionki, starannie dobrane ilustracje. A w kalendarzu koniecznie imieniny a dla bardziej wymagających fazy księżyca i słońca oraz zaznaczone święta oraz inne dni ustawowo wolne. Współczujemy trochę Komisji Nadzoru Finansowego. Tam proces zamówienia kalendarzy opóźni się. Okazało się, że pracownik KNF z niewiadomych przyczyn otworzył jedną nadesłanych z ofert przed oficjalnym otwarciem. Postępowanie umorzono. Mimo wszystko życzymy, aby kalendarze dotarły przed Nowym Rokiem. Przecież bez kalendarza jak bez ręki.

 

Wtorek 10.11
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wysłał do premiera list z prośbą o poparcie dla 10 propozycji zmian systemowych dla przedsiębiorców. Wśród nich są m.in.: wprowadzenie dobrowolnego ZUS, regionalizacja płacy minimalnej, zakaz nakładania przez ustawodawcę nowych obowiązków biurokratycznych, wprowadzenie zasady minimum 6 miesięcznego vacatio legis dla zmian prawa gospodarczego. List poparło wiele szacownych organizacji biznesowych, w tym również Krajowa Izba Gospodarcza. Patrząc jednak na dotychczasową praktykę trudno uwierzyć, że postulaty mają szansę na szybką realizację (choć niespodzianka byłaby tu mile widziana). Przykład pierwszy z brzegu – w tym samym czasie kiedy rzecznik przedsiębiorców domaga się dobrowolnego ZUS, media informują o rządowych analizach dotyczących ewentualnego zniesienia tzw. zbiegu ubezpieczeń. Wskutek takiej „reformy” prowadzący działalność przedsiębiorca zatrudniony dodatkowo na etacie będzie odprowadzał podwójny, pełny „ZUS”.
I jeszcze jedna ważna informacja z wtorku. GUS poinformował, że w trzecim kwartale Polacy zarabiali średnio 5168,93 zł brutto. To ponad 237 złotych więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Szczerze mówiąc te uśrednione dane dotyczące wynagrodzenia, ważne dla oceny stanu gospodarki, w sytuacji kryzysowej nie zawsze spotykają się pozytywnymi komentarzami. Szczególnie ze strony tych, którzy zarabiają mniej niż średnia albo np. w ostatnich miesiącach stracili pracę. „Jeden je kapustę, drugi mięso ale średnio wszyscy jedzą bigos” – komentuje dane GUS jeden z internautów.

 

Środa – czwartek 11-12.11
Święto Niepodległości przyniosło wiele innych niż gospodarcze newsów (takich jak np. „Bitwa pod Veturilo”), o których tutaj nie ma co się rozpisywać.
W czwartek 12 listopada szerokim echem w polskich mediach odbił się raport analityków Deutsche Bank. Jeden z nich zaproponował nałożenie dodatkowego podatku na pracowników, którzy wykonują pracę zdalnie. Środki pozyskane w ten sposób mogłyby zostać przeznaczone na dopłaty dla najmniej zarabiających, którzy nie mogą skorzystać z przywileju pracy w domowych kapciach. Skąd pomysł? Zdaniem analityka, pracujący zdalnie oszczędzają m.in. na podróżach do pracy, na jedzeniu i ubraniu. Mówiąc inaczej, stają się pasożytami, które siedzą w domu zamiast finansować komunikację miejską czy stacje paliw. Więc powinni płacić większe podatki. Pomysł spodobałby się zapewne niektórym kadrowym, które/którzy z niechęcią patrzą na pracę zdalną i uważają ją za pełnopłatny „urlop”. Pomijając już fakt, że nie wszyscy chcą pracować zdalnie, a ci, którzy pracują w ten sposób też ponoszą dodatkowe koszty, to idąc tym tokiem myślenia zaraz ktoś wpadnie na pomysł opodatkowania ekstra branż, które w mniejszym stopniu dotknął kryzys. Niestety należy być przygotowanym na to, że wraz z powiększającą pustką w budżetach państw takich „janosikowych” pomysłów może pojawiać się więcej.

 

Plus tygodnia
Plus dla Rady Przedsiębiorczości skupiającej największe i najważniejsze organizacje przedsiębiorców. Rada zaapelowała do przedsiębiorców i pracowników o restrykcyjne przestrzeganie rygorów sanitarnych w miejscach pracy, co pozwoli uchronić kraj przed zamknięciem gospodarki. „Przedsiębiorcy apelują do samych siebie” – wyzłośliwiały się niektóre media. Riposta? Gdyby wzorem przedsiębiorców każdy zaczął od apelowania do swojego środowiska zamiast pouczania innych i dawania złotych rad, może trochę lepiej radzilibyśmy sobie z obecnymi problemami.

Minus tygodnia
Rząd wciąż pozostaje głuchy na apele przedsiębiorców dotyczące modyfikacji przepisów regulujących korzystanie z pomocy antykryzysowej. Chodzi tu m.in. o zwolnienie z podatku dochodowego umorzonych pożyczek otrzymanych z PFR oraz poluzowanie zasad, które dopuszczają umorzenie środków pomocowych tylko wtedy, gdy pracodawca bezwzględnie utrzyma poziom zatrudnienia. Minus dla rządu dla utrzymywanie fikcji, że wiosenna pomoc finansowa dla przedsiębiorców pomoże im przetrwać kolejny faktyczny lock down. Nie pomoże.

 

Foto: AbsolutVision on Unsplash