• A A A

„Lucynka – zmartwychwstałem…”

25.10.2019

Ukazujące się w kolejnych miesiącach tego roku dane opisujące naszą gospodarkę dają wyjątkowo duże pole do popisu dla analityków i komentatorów. Nie są, bowiem nudne i jednostajne, a wręcz przeciwnie, mocno falując – zaskakują rynek. W konsekwencji niemal, co miesiąc doświadczamy radykalnych zmian nastroju.

Owe różnice w wynikach gospodarki w istotnej części wynikają z innego niż przed rokiem rozłożenia dostępnego w poszczególnych miesiącach czasu pracy. Formalnie patrząc, jeden dzień z dwudziestu kilku może poprawić lub pogorszyć wyniki o nawet 4% – 5%. Jeśli bowiem w jakimś miesiącu jest zazwyczaj 20 dni roboczych, to w roku, w którym przypadnie w nim dni 21, czas pracy jest o 5% dłuższy – da się więc wyprodukować o 5% więcej. Faktyczny wpływ jest tu nieco niższy (jest to raczej korekta, o 2,5% – 3,5%), bo część firm pracuje w trybie ciągły i nie odczuwa owych różnic w czasie pracy. Z drugiej strony, gdy zestawi się obok dwa miesiące, w których jeden ma poprawione statystyki dłuższym czasem pracy, a drugi pogorszone krótszym, to tylko z uwagi na dostępny czas roczna dynamika sprzedaży może wahnąć się o 5% – 7%.

Do tego dochodzą kwestie związane z inaczej ułożonym kalendarzem istotnych wydarzeń (niekoniecznie zaznaczanych w kalendarzu na czerwono). Pół biedy, kiedy to dotyczy terminu świąt i związanych z nim zmian strumieni popytu (patrz zakupy przedświąteczne bardziej w marcu niż kwietniu). Podobny układ analitycy widzieli już wielokrotnie i z dużym prawdopodobieństwem poprawnie określili jego wpływ na wyniki handlu. Trochę trudniej natomiast było ocenić takie „inności” jak znacznie szybszy niż zazwyczaj początek wakacji (przyspieszony jeszcze dodatkowym długim weekendem). Znacznie łatwiej „już po” komentować ich skutek niż poprawnie zaprognozować, co się zadzieje.

Do tego wszystkiego jednym z motywów przewodnich analiz i komentarzy było powszechne oczekiwanie na nadchodzące w świecie (a zwłaszcza u naszych kluczowych partnerów) spowolnienie. Każdy ze słabiej prezentujących się miesięcy wywoływał falę komentarzy, „że to już…”. Szczególnie widoczne było to po czerwcu i sierpniu – wyjątkowo słabych dla przemysłu (i po części też budownictwa). Gdyby po takiej mizerii kolejny miesiąc nie przyniósł radykalnej poprawy byłoby źle. Całe szczęście, po słabym miesiącu pojawiał się lepszy. Owe wahania szczególnie spektakularnie wyglądają dla danych z ostatnich pięciu miesięcy. Łatwo się o tym przekonać rzucając okiem na statystyki (dynamika roczna) wyników od maja przez czerwiec, lipiec, sierpień do września – dla przemysłu (+7,7%; -2,7%; +5,8%; -1,3%; +5,6%), dla handlu hurtowego (+9,3%; -2,6%; +9,4%; +2,4%; +8,3%), dynamiki nowych zamówień w przemyśle (+18,3%; -4,8%; +10,7%; +5,3%; +12,6%), w tym dynamiki nowych zamówień eksportowych (+20,2%; -4,8%; 13,8%; -2,5%; +16,1%). Wygląda to prawie jak epickie zmagania dobra ze złem. Zaś wrześniowa poprawa mająca miejsce po bardzo niepokojącym sierpniu, powinna być skwitowana stosowną puentą.

Kilka lat temu pojawiła się arcyciekawa, pouczająca i zabawna seria filmików LEGENDY POLSKIE. W jednym z filmów nasz narodowy bohater TWARDOWSKY zaraz po wycięciu nieprzeciętnego numeru złej diablicy rzucił niewinnie „Lucynka – zmartwychwstałem …”

Piotr Soroczyński