• A A A

Różne oblicza fiskusa

19.08.2019

Każdy przedsiębiorca chciałby płacić jak najniższe podatki. To oczywiście banał. Ale jak to robić– to już bardziej skomplikowane. Pomiędzy machiną fiskalną państwa a całą rzeszą przedsiębiorców doradców podatkowych trwa na tym polu nieustanna walka. Jedni prowadzą ją nieudolnie (ogłoszenia „sprzedam faktury, kupię koszty”), ci bardziej wyrafinowani myślą już o wykorzystaniu sztucznej inteligencji do analizy przepisów i szukania w nich luk.

Podstawową metodą obniżania podatku dla przedsiębiorcy jest zaliczanie jak największej kwoty wydatków firmowych w koszty. Wielu świeżo upieczonych przedsiębiorców, którzy chcą skorzystać z możliwości odliczania kosztów jest zaskoczonych, kiedy dowiadują się, że w przepisach nie ma katalogu wydatków, które można wliczać do kosztów (jak wiadomo określone jest tylko to, co na pewno kosztem nie może być). Zaskoczenie jest jeszcze większe, kiedy przekonują się, że o tym, co może a co nie może być kosztem, decyduje często kaprys urzędnika.

Przypomniały o tym niedawno media informując, że „Fiskus zaczął być przychylny dla jednoosobowych firm” oraz że „pokazuje łagodniejsze oblicze”. W tym przypadku chodziło o możliwość zaliczania do kosztów m.in. kursów językowych i menedżerskich. Do tej pory było to kwestionowane przez urzędników. Cieszy taka łagodna postawa, ale niestety nie dowiemy się, jaka jest przyczyna takiej zmiany. Ładna pogoda, dobry humor urzędnika, czy może zbliżające się wybory? Nie wiemy też, czy za pół roku ten sam organ nie powie w podobnej sprawie „he he, żartowaliśmy” i powróci do bardziej restrykcyjnego podejścia. Poza tym fiskus, w jednym przypadku pokazuje łagodną twarz, ale w innych coraz bardziej groźną. Kilka dni po informacjach o „łagodności” czytamy  (tutaj dotyczy to VAT): Skarbówka bez litości. Uszczelnienie podatków przede wszystkim”.

Nieokreśloność przepisów dotyczących kosztów działalności i związana z tym uznaniowość decyzji urzędów to jeden z ważniejszych powodów utrzymywania wielkiej machiny „interpretacyjnej” fiskusa. Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku wydano prawie 27 tysięcy interpretacji podatkowych a infolinia podatkowa przeprowadziła 1,6 mln rozmów z przedsiębiorcami. Jak dowiadujemy się z raportu Krajowej Informacji Skarbowej, „ograniczenia w zaliczaniu wydatków do kosztów uzyskania przychodów” jest jedną z najczęstszych kwestii, które chcą wyjaśnić przedsiębiorcy składając wnioski o urzędową interpretację. Ci, którzy nie chcą czekać mogą skorzystać z bazy „precedensów”, czyli archiwum interpretacji podatkowych. Nie liczmy jednak na szybkie znalezienie odpowiedzi. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „kosztów uzyskania przychodów” otrzymujemy ……….blisko 60 tysięcy wyników.

Czy jest szansa, że przepisy będą bardziej jednoznaczne? Warto podkreślić, że dzięki informatyzacji, państwo ma dostęp do coraz większej liczby informacji i możliwość przetwarzania ogromnej liczby danych. Obowiązek przesyłania JPK VAT pozwala fiskusowi na łatwą i szybką analizę danych VAT. Za kilka miesięcy zaczną obowiązywać elektroniczne deklaracje VAT. Wraz z nastaniem ery kas fiskalnych online urzędnicy będą mieli – praktycznie w czasie rzeczywistym – dostęp do danych sprzedażowych wielu firm. Pomimo całej otoczki PR-owej i przekonywania, że to wszystko są „ułatwienia dla przedsiębiorców”, jasne jest, że są to narzędzia przydatne przede wszystkim dla administracji. A co z tego będą mieć przedsiębiorcy poza tym, że pozbędą się papieru, (co oczywiście samo w sobie jest pozytywne)? Czy nadal będą musieli czekać 3 miesiące na interpretację. Czy dostęp do ogromnej liczby danych na temat operacji gospodarczych i możliwość ich analizy pozwoli na stworzenie narzędzi, które zniosą albo zniwelują uznaniowość w kwestii kosztów działalności? Trudno powiedzieć, kiedy to nastąpi, ale już dziś konieczna jest przede wszystkim zmiana mentalna w administracji podatkowej. Powinna dotyczyć ona zarówno stosunku do przedsiębiorców jak również do urzędników. System będzie działał sprawnie dopiero wtedy, gdy przedsiębiorców przestanie się wreszcie traktować na gruncie podatkowym jak potencjalnych oszustów a urzędnik nie będzie się bał wydać korzystnej dla przedsiębiorców decyzji w obawie, że zostanie zapytany „a ile za to dostałeś?”. Jeśli to nie nastąpi, przedsiębiorcy w kontaktach z fiskusem będą jak uczniowie szkoły podstawowej, którzy w napięciu zastanawiają się, jaki humor będzie miał dzisiaj nauczyciel od matematyki.

GS

Powrót >