• A A A

Nie obniżać – źle, obniżać – jeszcze gorzej?

06.08.2019

Do wyborów coraz bliżej, rośnie temperatura politycznych sporów a konkurenci używają coraz mocniejszych argumentów, aby przekonać potencjalnych wyborców. W tej nasiąkniętej polityką atmosferze sprawy, które wydają się oczywiste, przestają takimi być. Weźmy na przykład podatki. Chyba każdy chciałby, aby były jak najniższe i wydawałoby się, że każda propozycja obniżki podatków, powinna spotkać się z dobrym przyjęciem. Zasada ta nie dotyczy jednak okresu przedwyborczego, który rządzi się swoistą logiką. Zgodnie z nią, obniżanie podatków jest dobre, ale jest złe. Jak wiemy, rząd zaproponował obniżenie PIT z 18% do 17% a także zwiększenie limitu kosztów uzyskania przychodów dla pracowników. Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem sceny politycznej, aby domyślić się, że obniżka – choć zapowiedziana wcześniej w „Wieloletnim Planie Finansowym Państwa” – jest prezentem dla potencjalnych wyborców, czyli kiełbasą wyborczą. Ale świadomość, że tak jest, nie przeszkadza obiektywnie spojrzeć na propozycję. Tak uczyniła Krajowa Izba Gospodarcza, która pozytywnie oceniła obniżkę PIT oraz waloryzację kosztów uzyskania przychodów dla pracowników. Zgłosiła jednocześnie wiele zastrzeżeń i zwróciła uwagę, że należałoby dokonać jednocześnie waloryzacji kwoty zmniejszającej podatek. Dopiero wtedy można mówić o systemowym podejściu do zmniejszania klina podatkowego a nie o działaniach punktowych, obliczonych na pozyskanie elektoratu. O prawdziwie systemowym podejściu do zmniejszania obciążeń mniej zasobnym Polakom można by mówić również wtedy, gdyby wraz z obniżką PIT, obniżony został VAT (wysoki VAT mocniej wpływa na mniej zamożnych, bo na konsumpcję wydają oni większą część swojego dochodu niż bogaci).

Tymczasem niektóre media wpadły w histerię. Śledząc publikacje medialne, oparte m.in. na opiniach samorządowców, można odnieść wrażenie, że obniżka PIT doprowadzi Polskę do katastrofy. Czytamy m.in., że „w Bydgoszczy nie będzie przebudowy trasy, Kalisz nie wyremontuje centrum kultury  i straci pieniądze z UE”. To nie wszystko.  Jak się okazuje, obniżka PIT będzie również katastrofą dla najbiedniejszych, którym przecież miała pomóc. „Dostaną za dużo, stracą zasiłki i pomoc” – informują inne media.

Oczywiście każda obniżka PIT będzie niechętnie widziana przez samorządy – trudno się dziwić. Tym bardziej, że to na ich barki spada finansowanie wielu hucznie ogłaszanych przez rząd, jako „swoje” reform. Ale nawet w najbardziej katastroficznych publikacjach gdzieś na końcu przeczytamy, że problemem dla samorządów nie jest sama obniżka podatku, ale odpowiednie zrównoważenie mniejszych wpływów do budżetu. To z tego powodu KIG w swoim stanowisku zaznaczyła, że obniżanie PIT powinno wiązać się z jednoczesnym wprowadzeniem mechanizmu kompensacyjnego dla samorządów.

To tylko obniżka o jeden procent a już wywołuje ogromne kontrowersje. Idąc tym tropem, aż strach pomyśleć, jaką katastrofą (przynajmniej w przekazie medialnym) byłoby zapowiadana wcześniej przez PO obniżka PIT z 18 i 32 proc. do 10 i 24 proc.

Dlatego warto bez zbędnych emocji podchodzić do zmian w podatkach i na chłodno patrzeć na wszystkie propozycje, zamiast zakładać z góry, że są złe albo dobre, bo zostały zaproponowane przez tę czy inną formację polityczną.

Bo ktoś, kto – miejmy nadzieje, że to kiedyś nastąpi – będzie chciał gruntownie i systemowo (a nie jednorazowo) zreformować system podatkowy może dojść do wniosku, że najlepiej zostawić wszystko tak, jak jest. Przynajmniej będzie miał spokój.

GS

Powrót >